Unikalne formuły zawierają bogactwo ekstraktów roślinnych i minerałów, są też – co najważniejsze – w 100% przebadane alergologicznie. W portfolio AA WINGS OF COLOR znajdziemy kosmetyki do makijażu twarzy, oczu i ust. Beauty Advisorem marki została makijażystka gwiazd, Magdalena Pieczonka. Na zdjęciu makijaż wykonany w 100% kosmetykami Boho Green Makeup Lista kosmetyków Boho: Podkład Fluid Foundation 02 Puder Mineral compact 02 Korektor w sztyfcie 02 i 07 Konturowanie Terra Cotta 09 Rozświetlacz 01 Kredka do brwi 301 Kredka do oczu i ust 01 Kredka do ust 02 Cienie 102, 205, 105 Rusz do rzęs Jungle Mascara Niedługo przed promocją 1+1 w Rossmannie, dotarła do mnie wiadomość, że osławione Eliksiry stoją na półkach z napisem "cena na do widzenia" Kwas azelainowy ma działanie przeciwbakteryjne, przeciwzaskórnikowe, przeciwzapalne, a najbardziej znany jest z działania wybielającego, czyli redukującego potrądzikowe blizny. W ulotce informacyjnej możemy przeczytać, że kuracja kremem nie może trwać dłużej niż 6 miesięcy. Swoją kurację zaczęłam w sierpniu. Na blogu Bo w oczach tkwi siła duszy; Mimo niepowodzeń idź dalej (zakończony) Don't give up! Bliźniacza siła (zawieszony) Zakopana w książkach; Blogs I follow wlasnie skonczylam gim i chcialam isc do lo cos wlasnie w kierunku artystycznym. mieszkam w jaworze a najblizsza szkola artystyczna jest we wroclawiu i jeleniej gorze :( do tego dochodza oplaty za szkole, zakwaterowanie itp. wiec z planow nic nie wyszlo. pomyslalam sobie ze moze poszlabym na architekture coprawda krajobrazu ale zawsze jakis wstep a 'projektowanie' interesowalo mnie od dziecka KHADI Senna/Cassia, czyli z bezbarwną henną "step by step w obrazkach" oraz wiele innych nieprzydatnych informacji. Wczoraj pisałam Wam o moich planach , dzisiaj wprowadziłam je w życie. Co o bezbarwnej hennie pisze producent i jakie są opinie na jej temat możecie poczytać na KWC lub pogrzebać w sieci - jak się człowiek już W moim odczuciu Maxima nie ma drażniącej mnie w wielu zapachach typowej dla AVON nuty. Wiecie, o co chodzi, prawda? Zgodzić się mogę z opiniami, że nie jest to zapach odkrywczy. Niemniej miło wtulić się w pachnący nim szalik lub poczuć subtelną smugę zapachu, kiedy wiatr rozwieje włosy. Trwałość zaskakująco dobra, bo około 6 Nie wiem jaki jest teraz, czy się zmienił. Ale jak go obserwowałam to zauważyłam, że jest szarmancki, czuły wstosunku do kuzynki. Boję się o nią, bo niegdy nie spotkałam takiej osoby jak ona-wesoła, zawsze uśmiechnięta, wszyscy ją lubią, ona ma bardzo dużo miłości w sobie, lubi pomagać sprawia jej to przyjemność. Te z Was, które choć raz w życiu używały samoopalacza pewnie wiedzą, jak wyglądają dłonie po niedokładnym ich umyciu Rękawica dużo ułatwia, jest mięciutka i wygodna w użyciu, a w dodatku ma dołączoną do opakowania instrukcję nakładania kosmetyków, więc każda z nas powinna sobie z tym zabiegiem poradzić. 8wt6SN. Po raz kolejny spojrzałam w lustro. Złociste fale na mojej głowie, które odziedziczyłam po mamie, niesfornie układały się nie tak jak sobie tego życzyłam. Zielono-niebieskie tęczówki spoglądały inteligentnym spojrzeniem zza szkieł, których granatowe oprawki kontrastowały z bladą cerą na mojej twarzy. Usta, lekko pociągnięte waniliowym błyszczykiem, lśniły wygięte w uśmiechu, ponieważ tego dnia czułam się wypoczęta i humor dopisywał mi odkąd otworzyłam oczy. Po za tym był już środek czerwca, a już jutro w naszej szkole miała odbyć się rada pedagogiczna podsumowująca cały rok nauki oraz zatwierdzająca oceny. Jak można nie cieszyć się świadomością zbliżających się wakacji? Stojąc przed lustrem i przyglądając się swojemu odzwierciedleniu, zupełnie nie spodziewałam się tragedii, która miała wywrócić moje dotychczasowe życie do góry nogami. - El! Pośpiesz się! – dobiegł mnie głos mamy. El to skrót od imienia Elżbieta, którego ja wprost nie znosiłam. Mama urodziła mnie będąc w bardzo młodym wieku, gdyż miała zaledwie 17 lat (czyli dokładnie tyle ile ja teraz) i zawsze uwielbiała czytać książki. Jej ulubioną powieścią byłą wtedy „Duma i uprzedzenie”, dlatego właśnie wybór padł akurat na to imię, przez wzgląd na sympatię, jaką darzyła główką bohaterkę. Nawet kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką, krzywiłam się, gdy tylko ktoś zwrócił się do mnie „Elżbieto” lub „Elu”, przecież to imię jest takie drętwe. Być może pasowałoby ono do damy żyjącej w dziewiętnastowiecznej Anglii lub do babci, ewentualnie do osoby wielce poważnej, ale do mnie nie. Dlatego wolałam, żeby zwracano się do mnie El, Eliza lub Lizzi. -Już idę mamo! – odpowiedziałam rodzicielce i ostatni raz spoglądając w lustro uznałam, że wyglądam całkiem znośnie. Chwyciłam stojący pod ścianą plecak i opuściłam sypialnię kierując się do kuchni gdzie, jak się domyśliłam, czekała na mnie mama. Włosy miała związane w ciasnego kucyka, a pierwsze co rzucało się w oczy to intensywnie czerwona szminka na ustach. Ubrana była w piękną dopasowaną, czarną sukienkę, która sięgała jej do połowy uda, a na szyi miała sznur sztucznych pereł. W oczach kobiety zauważyłam zmęczenie, pewnie znów do późna siedziała nad papierami. Na mój widok starała się je ukryć i posłała mi najbardziej czuły uśmiech na jaki było ją stać. Przytuliłam ją, a ona ucałowała mnie w czubek głowy i wręczyła drugie śniadanie. Razem opuściłyśmy mieszkanie, ponieważ mama prawie każdego dnia odwoziła mnie do szkoły. Na podwórku było przyjemnie ciepło. Ruszyłyśmy w stronę zaparkowanego auta. Nasz czarny opel stał na swoim stałym miejscu i lśnił w świetle wschodzącego czerwcowego słońca. Gdy tylko mama odblokowała drzwi wskoczyłam do środka i włączyłam radio. -Musimy się dziś wybrać na porządne zakupy –powiedziała mama wyjeżdżając z parkingu. –Mam nadzieję, że nie masz jeszcze żadnych planów na dzisiejsze popołudnie. -Nie mam i chętnie spędzę je z Tobą, a po zakupach może urządzimy sobie mały maraton filmowy? -Tak się składa, że akurat dzisiaj będę miała mało papierkowej roboty, ale jest jeden warunek. Znajdziesz jakiś powalający film. -Umowa stoi - powiedziałam szczerząc się. Po kilku minutach samochód zatrzymał się pod Liceum Ogólnokształcącym nr 9. Odpięłam pas i wyskoczyłam z pojazdu. -Miłego dnia kochanie – powiedziała czule mama, a ja życzyłam jej tego samego i pomachałam jej na pożegnanie. Większość lekcji tego dnia minęła najzwyczajniej w świecie na wpatrywaniu się w sufit lub okno oraz rozmowach z towarzyszem z ławki. Na polskim pani włączyła nam film, z którego nie zapamiętałam nic, nawet tytułu, gdyż wolałam wpatrywać się w okno. W połowie lekcji do sali wparowała młoda sekretarka, pani Asia, którą chyba wszyscy lubili. Zawsze byłą uśmiechnięta i pełna energii. Naprawdę, dziwiłam się dla czego ktoś z takim usposobieniem skończył w szkolnym sekretariacie. Tym razem jednak na jej twarzy brakowało uśmiechu, a wręcz malowało się na niej jakby przerażenie z domieszką bólu. Co takiego mogło się stać? – pomyślałam. Joanna szukała czegoś lub kogoś, lustrując klasę wzrokiem i gdy jej wielkie brązowe oczy spotkały moje pytające spojrzenie, głęboko zaczerpnęła powietrza. -Elżbieto… - powiedziała, a ja miałam wrażenie, że jej głos lekko się załamał –musisz iść ze mną i najlepiej weź ze sobą swoje rzeczy. ~*~ Witajcie! Zaczynam wszystko od nowa. Mam nadzieję, że nowi bohaterowie i ich przygody przypadną wam do gustu. Być może niektórzy znają mnie z bloga o Tośce lub bliźniakach. Mam nadzieję ze tutaj uda mi się zebrać jeszcze więcej czytelników niż tam. :) Postaram się co tydzień umieszczać jeden rozdział, a czasami może nawet więcej. Tym razem wygląd bloga jest w pełni stworzony przeze mnie i mam nadzieję, że nie jest najgorszy. :) Od razu mówię, że dziewczyna w nagłówku to nie jest główna bohaterka :). Chyba większość ważnych rzeczy już wam przekazałam. Tak więc żegnam i do następnego rozdziału :) -Ewa Pod koniec rozdziału znajdują się rzeczy troszkę +18 Scorpius siedział na łóżku i czytał książkę. Nudziło mu się niemiłosiernie, a ta mała, ruda wiedźma wciąż spała. Budziła się tylko na posiłki i mycie, potem znowu kładła głowę na poduszce i w ciągu paru sekund zasypiała. I weź tu człowieku wysiedź spokojnie 2 tygodnie. Pomfrey wkurzyła się jak ostatnio Ślizgoni wparowali do blondyna w środku nocy i kategorycznie zakazała jakichkolwiek odwiedzin. Straszna z niej sztywniara. Tak czy owak teraz jedyną rozrywką Malfoya było czytanie, czego szczerze nienawidził. Rozdrażniony trzasnął książką w nadziei, że rozbudzi tym pannę Potter i trochę się z niej ponabija. Ale nic to nie dało. Nie mógł już tego znieść, wychylił się z łóżka, aż jego palce dotknęły pleców Lily. Jeszcze tylko parę milimetrów. Szturchnął dziewczynę mocno prosto w połamane żebra. Tak jak się domyślał, rudowłosa wrzasnęła i podskoczyła na łóżku. Odwróciła się do niego ze łzami w oczach. -Co ty wyprawiasz imbecylu? Chcesz mnie zabić? – ryknęła. Malfoy spojrzał w jej zapłakane oczy. ~~~~ Lily siedziała na trawie przed Malfoy Manor i płakała. Na wielkim drzewie żyła wiewiórka, którą dokarmiała trzy miesiące. Rano przyszła jak zwykle z orzeszkami, ale pod drzewem zobaczyła tylko małe ciałko zwierzątka. Próbowała je obudzić, ale to na nic, wiewiórka nie żyła. Siedziała i patrzyła na nią już jakieś pół godziny, ale wciąż nie mogła się uspokoić. Była tak przejęta rozpaczaniem po zwierzątku, że nie zauważyła jak ktoś wyszedł z willi. -Lilcia, czemu płaczesz? Co się stało? Panna Potter odwróciła się i spojrzała swoimi wielkimi, zapłakanymi oczami prosto w bezduszne oczy Scorpiusa. ~~~~ Widok tych oczu sprzed lat powrócił do Malfoya. Czemu ich przeszłość tak go prześladowała na każdym kroku? Wszystkie sytuacje z życia dziennego przypominały mu o niej i tym co było kiedyś. Zapamiętał każdy dzień spędzony razem. I wstydził się tego, bardzo się wstydził. Co by było gdyby koledzy dowiedzieli się o jego słabości. Nie ukrywał, że dzieciństwo z rudowłosą było najlepszym okresem jego życia. Coś kazało mu wstać, pokuśtykać do niej i najnormalniej w świecie ją przytulić. Na ten moment odechciało mu się być wrednym Scorpiusem Malfoyem. Tak też zrobił. Gdy podniósł się z łóżka, Lily zrobiła przerażoną minę. Bała się, że chce jej coś zrobić, w końcu mogła się wszystkiego spodziewać po blondynie. Jakie było jej zaskoczenie, kiedy chłopak po prostu złapał ją w objęcia. Poczuła męskie perfumy, twarde mięśnie i ciepło bijące od jego ciała. Nigdy nie była przytulana przez faceta. Oprócz rodziny rzecz jasna. No i w dzieciństwie przez Scorpiusa… tak jak teraz. Westchnęła i wtuliła w niego głowę. Młody Malfoy pogłaskał ją po włosach. W końcu uprzytomniał sobie co robi i odlepił się od Lily. Zerknął na nią, była cała czerwona, oczy miała rozbiegane. Nie mógł się powstrzymać od kpiącego uśmieszku i uwagi: -Podobało się jak największy casanova cię przytulał? I powrócił stary, wredny Malfoy. W Lily się zagotowało. Więc to była tylko podpucha. Zachciało jej się płakać jeszcze bardziej niż przed chwilą. Podniosła kule i z zaciętą miną pokuśtykała do łazienki, aby na spokojnie pomyśleć i się uspokoić. Nie chciała w końcu żeby blondyn odniósł sukces i zobaczył jej łzy. Ale chłopak widząc jej minę, wiedział że prędzej czy później się rozpłacze. Nie był z siebie zbytnio zadowolony. Miał być miły, a skończyło się tak jak zawsze. No cóż, nikt nie jest idealny. Westchnął i z powrotem położył się do swojego łóżka, założył ręce za głowę i zaczął pływać w chmurach. W tym samym czasie panna Potter stała w łazience i wypłakiwała sobie oczy. Durny Malfoy, zawsze taki sam. Jak ona mogła w ogóle pomyśleć, że tym razem to było coś więcej. Jak mogła pozwolić mu się przytulić. Jak mogła być tak głupia. Zerknęła na swoje odbicie w lustrze. Oczy miała zaczerwienione, na policzkach wypieki. Włosy miała potargane i przetłuszczone. Jeszcze pokaże Zabiniemu, co traci. Wszyscy faceci w Hogwarcie pożałują, jak ją kiedyś traktowali. Uśmiechnęła się szeroko pokazując białe zęby po czym umyła włosy. Ogólnie się odświeżyła, założyła obcisłe leginsy, koszulkę na ramiączka i przejrzała się w lustrze. Wyglądała o wiele lepiej, jej piersi i nogi były podkreślone, nie wspominając nic o tyłku. Ciekawe co Ty na to, panie Malfoy. Ruda wcale się nie zastanawiając z hukiem wyszła z łazienki. Udawała, że wcale nie patrzy na Malfoya. Wskoczyła z powrotem na swoje łóżko i zaczęła czytać podręcznik do eliksirów. Dopiero po jakimś czasie zerknęła na blondyna. Wpatrywał jej się w piersi, co wcale jej nie zdziwiło. -Co Malfoy? Nigdy cycków nie widziałeś? – zakpiła. Scorpius zrobił urażoną minę. Ale rzeczywiście, taka była prawda. Niby był podrywaczem i tak dalej. Ale gdyby każda dziewczyna w szkole rozmawiała z każdą na każdy temat, wiedziałyby że blondyn jest prawiczkiem. Całować, owszem całował się, ale z żadną jeszcze nie spał. To go trochę wkurzyło. -Uwierz mi Potter, widziałem lepsze. -Jasne. Po tej jakże krótkiej rozmowie każdy zajął się swoimi sprawami. Panna Potter wróciła do swojej książki z eliksirami. Nawet nie wiedziała co czyta. Jej głowa była zajęta czym innym. A mianowicie Joshem Zabinim. Czemu akurat on? Na łóżku obok Scorpius siedział wyprostowany i patrzył na Gryfonkę. Nie zdawał sobie sprawy, że dziewczyna jest już tak dorosła. Kiedy to wszystko się stało? Kiedy urosły jej piersi? Kiedy jej rude włosy do brody, sięgnęły pośladków? Widywał ją codziennie, a nie zarejestrował jak Lily się zmieniała. ~~~~ -Dobra, dam wam dzisiaj nowe lekarstwo. Możecie czuć po nim zawroty głowy i inne takie. Wasze kości tej nocy będą wam dość mocno dokuczać, więc dostajecie coś w rodzaju mugolskiego ‘głupiego jasia’. Pomfrey szybko podała im wywary, a następnie gasząc światła, poszła do siebie. Lily od razu poczuła jak działa owe ‘lekarstwo’. Poczuła się jakby była pijana, nic nie czuła, nie widziała, wszystko ją śmieszyło. Malfoya złapało to odrobinę później. Dobre pół godziny leżeli na swoich łóżkach i cieszyli się do sufitu. Nagle, jak na komendę, oboje na siebie spojrzeli. Przestali się śmiać i patrzyli sobie głęboko w oczy. -Lil oć. – wymamrotał blondyn. Ruda jak na komendę podniosła się ze swojego łóżka, nie czuła bólu pozrywanych mięśni ani połamanych żeber. Scorpius podobnie, mimo swojej pękniętej miednicy, która zrastała się w ekspresowym tempie, pozwolił pannie Potter położyć się na sobie. Jej ciepłe, brązowe oczy wpatrywały się w jego szare, bezduszne. Lil pochyliła się i pocałowała blondyna w usta, po tym oboje zaczęli się głupkowato śmiać. Stali się niczym drapieżniki. Nie zważając na ból kości i mięśni kotłowali się w małym łóżku Malfoya, powoli zdejmując z siebie ubranie. Gdy zostali całkowicie nadzy, znów spokojnie na siebie spojrzeli. Rudowłosa pocałowała delikatnie Scorpiusa w szyję, a jego ręce nakierowała na swoje piersi. -Esz eo? (czy. Chcesz tego?) – wyjąkała. Nie wiadomo jak ale blondyn doskonale ją rozumiał. Kiwnął pomału głową i wszedł w nią brutalnie. Obudziłam się na dźwięk dzwonka do drzwi. Uniosłam głowę i poczułam ból rozchodzący się po całych plecach. Spanie na kanapie wcale nie było dobrym pomysłem. Chwyciłam się za kark i spróbowałam go rozmasować. Rozejrzałam się szybko po pokoju. Wczoraj miałam na prawdę niezły wieczór - skomentowałam w myślach leżące na ziemi części zdjęć niczym układanka, puzzle. Słysząc kolejny dzwonek i pukanie do drzwi niechętnie wstałam i nadal rozmasowując kark machinalnie otworzyłam drzwi. Kto by się spodziewał. Kasandra… Tutaj? Przez głowę przebiegła mi fala myśli, a na twarzy za pewne fala emocji. Zmierzyłam ją od dołu do góry, zastanawiając się czego może u mnie szukać. Czyżby szanowny Andrew znalazł sobie już jakąś inną? A ona biedna myślała, że to wszystko będzie trwało wiecznie? Jej czekoladowe oczy nie mówiły wiele. Zazwyczaj myślałam, że tak już po prostu jest. Później okazało się, że ta pustka oznacza to co ma się w sercu bo końcu to ” w oczach tkwi siła duszy “. Właśnie rozchyliła wargi, ale zanim wydobył się z nich jakikolwiek głos zamknęłam jej przed nosem drzwi. U mnie… Nie ma już dla niej miejsca. Lub przynajmniej na razie, nie mogę jej tego wybaczyć. Nie potrafię. To za dużo. Oparłam się o drzwi i zsunęłam na sam dół siadając po turecku. Nie idę na uczelnie… Nie mam siły. Wiem, że będzie też mnie tam szukać. Zawsze tak robiła gdy się pokłóciłyśmy. Mimo jej pustki w sercu dobrze ją znałam. W końcu była moją najlepsza przyjaciółką. Podkuliłam nogi i oparłam rękę na kolanie jednej z nich, by podeprzeć głowę. Zza drzwi usłyszałam cichy głos. - Wiedziałam, że będziesz w domu, bo pamiętam twój plan zawsze we wtorki zaczynasz później. Wcześniej jakoś na prawdę nie miałam czasu. Problem z kawiarnią - zaczęła się tłumaczyć, dlaczego dopiero teraz postanowiła do mnie przyjść. Szczerzę myślę, że po prostu się bała. Bała się odrzucenia. Tego, że potraktuje ją tak jak to właśnie zrobiłam. - Annie, proszę Cię. Chciałabym tylko z Tobą porozmawiać. Wyjaśnić Ci to wszystko. Przeprosić. Chcę by było tak jak dawniej. - problem w tym, że ja nie chciałam żadnych wyjaśnień. Chciałabym cofnąć się w czasie i zauważyć kiedy to się zaczęło. Kiedy zaczęło ich tak ciągnąć ku sobie. I co ja wtedy do cholery robiłam. Tak jak dawniej? Czy ona wie, że już nic nie będzie tak jak dawniej?! - Kochana, no… przecież wiesz, że to nie nasza wina. Tak po prostu wyszło - usłyszałam jej głośne, pełne żalu westchnienie. Żałowała, że nie powiedzieli mi wcześniej, to podobno Andrew z tym zwlekał. Bawiło go mieć dwie dziewczyny na raz? Możliwe. Ale dla mnie to nie było zabawne. Cały obraz przed pokoju zaczął mi się rozmazywać. Łzy zaczęły płynąć po moich policzkach z prędkością spadających kropel deszczu, przy ogromnej ulewie. Szkoda, że były słone, pełne żalu i goryczy. Może przyszła tylko usłyszeć jak zaczynam dławić się własnymi łzami, a następnie przekazać dobrą nowinę panu Jones. O nie. Zacisnęłam usta i zamknęłam powieki. Postanowiłam, że nie ruszę się dopóki panna Red nie ulotni się spod moich drzwi. - Proszę zadzwoń do mnie. Ja.. Ja na prawdę chcę wszystko naprawić. Wierze, że nam się uda. Zadzwoń. - zdążyłam się uspokoić. Usłyszałam jak odchodzi, jej kroki oddalały się z każdą kolejną łzą pojawiającą się na moim policzku. Wstałam ręką przetarłam policzki i ruszyłam najpierw do kuchni, czym prędzej przejrzałam wszystkie szuflady w poszukiwaniu zapałek, a kiedy w końcu je znalazłam ruszyłam z powrotem do salonu. Zgarnęłam wszystkie przedarte zdjęcia w jedną stronę chwytając w rękę jedyne, które wciąż pozostało w całości. Usiadłam na kanapie, przez chwilę z zaciętą miną wpatrywałam się w nasze roześmiane później nie zastanawiając się dłużej odpaliłam jedną z zapałek. * Obudził się, przetarł ręką zaspane oczy i spojrzał na dziewczynę leżącą obok niego. Oddychała równomiernie, więc miał pewność, że śpi. Jej zielone oczy były nadal przymknięte, gdy wstał z łóżka i biorąc swoje rzeczy, na palcach przeszedł do łazienki. Wykonał poranne czynności, a sen, który nawiedził go dziś w nocy powoli zaczął przekazywać urywki z obrazów. Piękna dziewczyna o turkusowych oczach, złotych splątanych włosach i z delikatnym, szczerym uśmiechem na twarzy. Widział jak jej pełne wargi wymawiają jego imię, a w piękny oczach przez chwilę dostrzegł prośbę. Oparł się o umywalkę i już wiedział, skojarzył skąd ją zna. na niego przed uczelnią i prawie powaliła na ziemię. Mimowolny uśmiech wkradł się na jego twarz. Tylko dlaczego wydawała mu się taka znajoma? Zmaraszczył brwi, zastanawiając się przez parę minut i pochwili już wiedział, Oliwia miała jej zdjęcie, ona jest kolejna. A dziś ukazała mu się we śnie wołając go po imieniu. Już od wczoraj nie potrafił przestać o niej myśleć. Ciągle siedziała w jego głowie, ale jej oczy nie były tak iskrzące się jak we śnie, tylko smutne, pełne bólu. Jego zielonooka wspominała coś, że przeżyła rozstanie. Rozstanie, i to wcale chyba nie takie łatwe jak na początku mogło się wydawać. Przypomniał sobie jej zapach, przymykając na chwilę oczy i schylając głowę. To dziwne, nigdy przedtem nie był w stanie zapamiętać zapachu dziewczyny, kobiety. Jednak tym razem było inaczej. Była taka piękna nawet gdy była smutna. Uważał, że źle postąpił wczorajszego dnia. Mógł z nią zostać chodź jeszcze przez chwilę. Oliwia wybaczyłaby mu gdyby spóźnił się jeszcze troszeczkę. Zawsze mu wybaczała. Tylko nie wybaczyłaby mu tego z kim się spotkał. Jednak to było nieważne, teraz i tak czuł, że mimo iż podał Annie numer ona nie zadzwoni do niego. Nie będzie miała tyle odwagi by porozmawiać z kimś kogo tak na prawdę wcale nie zna. Westchnął ciężko, to będzie bardzo trudna sprawa - pomyślał. Spojrzał na swoje odbicie w lustrze i ujrzał brunetkę która położyła dłoń na jego ramieniu, uniosła jedną brew ku górze. Pokręcił przecząco głową dając jej znak, że wszystko jest w porządku i nie ma się niczym martwić. No… Prawie. Uznał, że nie wybaczy sobie jeśli nie dowie się co ze złotowłosą dziewczyną. Już zaczął snuć wobec niej plany i zastanawiając się jak namówić Oliwię, by jednak nie zgadała się na wykonywanie tego zadania. Usłyszał dźwięk dzwonka, przeprosił na chwilę zielonooką, która wyszła zaraz za nim ruszając do kuchni i zabrał telefon z szafki w pokoju. Nieznany numer, wszedł z powrotem do łazienki i zamknął się na klucz. Nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył telefon do ucha. Nie zdążył nic powiedzieć, a już usłyszał cichy głos - Zayn? * Po dwóch godzinach bezcelowego włóczenia się po domu usiadłam przy stole w kuchni z kubkiem gorącej czekolady i z milionami bijących się myśli. Nawet nie posprzątałam do końca bałaganu w salonie, ale to chyba była najmniej ważna rzecz w tym momencie. Czy postąpiłam dobrze zamykając Kasandrze drzwi przed nosem i uciekając od rozmowy z nią? Teraz już nie byłam niczego pewna. Zaczęłam bawić się do połowy pustym kubkiem. I zauważyłam parę cyferek jakotako jeszcze widocznych na swojej ręce. Zmarszczyłam brwi próbując sobie przypomnieć skąd one się tam w ogóle wzięły. Moje serce zaczęło walić jak oszalałe, ale ignorując je pomyślałam tylko - Ah tak… Zayn, chłopak na którego niechcący wpadłam. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i położyłam go na ceracie wbijając w pamięć numer. Mówił, że jeśli będę chciała pogadać to mogę zadzwonić. Ale czy powinnam? Pewnie ma jakieś swoje sprawy, ważniejsze od spraw dziewczyny której nie zna. Dopiłam czekoladę, wstałam i umyłam kubek. Ciągnęło mnie ciągle do telefonu, ale nie mogłam miałam sprawić sobie jeszcze większy ból, gdy spojrzę w jego oczy. Annie, potrzebujesz tego – szepną jakiś głos w mojej głowie, złapałam szybko za telefon i nie wiele myśląc wybrałam jego numer. Odebrał, cisza w telefonie sprawiła, że przez chwilę nie wiedziałam kompletnie co powinnam powiedzieć, a jedyne co przyszło mi na myśl to - Zayn? - odchrząknęłam by mój głos był silniejszy i lepiej słyszalny. Kto by pomyślał, że rozstania odbierają głos. Zaczęłam być wściekła na siebie, że do niego zadzwoniłam i bawiłam się kantem ceraty. To przecież nawet nie ma sensu, pewnie zaraz się rozłączy gdy już mnie skojarzy, albo podał fałszywy numer. - Annie! Zadzwoniłaś, coś się stało? - zapytał z troską, a na mojej twarzy pojawił się mimowolny uśmiech. To miło gdy ktoś się o ciebie troszczy. Potrząsnęłam głową, co ty dziewczyno wyrabiasz? - Nie… Tak… Właściwie to sama nie wiem. - usłyszałam swój głos i westchnęłam cicho. Co ja mam mu właściwie powiedzieć? Trzeba było nie dzwonić. Brawo za pomysłowość! Żeby dzwonić do nieznanego faceta. Idiotka. - Chcesz się spotkać? - zapytał z nadzieją? Czy ja to dobrze wyczuwam? A może już przez to wszystko źle odczytuje sygnały i wszystko inne? Tak to jest na pewno to. Czy chciałam się spotkać… Nie wiem. Nie wiem czego chciałam, ale jeśli już do niego zadzwoniłam i zawróciłam mu głowę to może powinnam już się zgodzić. W końcu po to miałam dzwonić. Przytaknęłam głową, a zaraz potem przypomniałam sobie, że przecież rozmawiamy przez telefon. - Tak, chce. - powiedziałam dość stanowczo, aż sama się zdziwiłam. A zanim zdążył wybrać jakiekolwiek miejsce, sama zaproponowałam po prostu park niedaleko uczelni o dwunastej trzydzieści. Żadnej kawiarni, żadnej! Zgodził się. Nadusiłam czerwoną słuchawkę i rzuciłam telefonem na kanapę. Co ja zrobiłam? Czy to możliwe, że zrobiłam to z powodu braku bliskiej osoby? Tęsknie za Jones’em i próbuje znaleźć kogoś kto pozwoli mi o tym zapomnieć, kogoś kto wygląda podobnie jak on i zachowuje się podobnie? Nie potrafię go wymazać z pamięci zwykłą gumką do mazania, ani szmatką od kurzu. I szukam jakiegoś innego światełka w tym wszystkim, a jednak tak podobnego. Tylko czy ten wybór podchodzi pod mózg czy pod serce. Czy zmusiło mnie do tego to, że jego oczy i głos… Oh, Annie ale sobie bałaganisz. ~ Czy ja źle piszę, czy to wy jesteście niezłe w domysłach? (oczywiście nie co do zadzwonienia do Zayna) Dziękuje za miłe słowa! :) Każdy komentarz nawet krytyczne jeśli takowe by się pojawiły, wywołują uśmiech. Bo to na nich można się uczyć. Jeśli nie do jutra, to do soboty! :3x Paulo Coelho Bo w oczach tkwi siła duszy.